wtorek, 17 marca 2009

wynoszę,wnoszę

otrzymać prezent
słodka tajemnica
rozerwać papier
zawartość zachwyca

podmuch świeżości
nowe doznania
tyle przede mną
świat cały wchłaniam

unoszę nagle głowę
to tylko odbicie!!
nie chcę tego daru
choć to moje życie

___________--
Delikatnie przygładziła biały obrus.I tak zostało lekkie wybrzuszenie,gdzie wsadziła trochę siana.
Zapaliła świeczki na choince.Z kuchni lekką smugą zapachu aromaty wigilijnych potraw wędrowały powoli do pokoju.
Podeszła do lustra w przedpokoju ,by po raz dziesiąty poprawić włosy i obciągnąć sukienkę.
Czekała.
Gwiazda zwiastująca nadejście dawno weszła na nieboskłon.
Czekała.
Nadzieja zmieniała sie powoli w niedowierzanie.
Świece spłynęły łzawym woskiem.
Dwa talerze krzyczały pustką.
Przytuliła obie dłonie do twarzy..białe ptaki,chcąc zahamowac potok łez.
Usiadła całym bezwładem rozpaczy na krześle.
Jedyne oczy jakie sie w nią wpatrywały ,były oczami martwego karpia po żydowsku.
..............

A gdyby rozległo sie pukanie do drzwi?



----------------------

Trochę śmieszna
Chwilami żałosna, stała pod Pomnikiem Zygmunta.
Ze wszystkich sił starała sie opanować.
Czuła jak drży jej górna warga.
W udanym ,ogromnym skupieniu wpatrywała sie w rzeżbę.
Nie widziała jej.
Przed oczami przewijała sie taśma spotkań,rozmów z nim.
Skuliła ramiona w obronnym geście uderzona jakims wspomnieniem ,kładąc dłonie na piersiach niby piersiach.
Trochę śmieszne rzadkie włosy targał wiatr.Zażenowana próbowała poprawić je prawą ręką.
Szary ,mysi kolor rozjaśnił na sekundę jaskrawy karmin.
Mijały minuty,które czekaniem nabrały mocy wieczności.
Na bladą ,ziemistą cerę pomału napływał rumieniec ,posłaniec wstydu i upokorzenia.
Udało jej się ,nie pozwolić wypłynąć łzom .Spłynęły skurczem do krtani,
by zacząć dusić ją spazmem.
Wiedziała ,że musi odejść.Stała pod pomnikiem ponad godzinę.Nie była w stanie się ruszyć.
Nie była w stanie stać.
Potwornym wysiłkiem woli ,graniczącym z bólem,poruszyła sie lekko ,by pomału oddalić się .
Szła ,trochę śmiesznie, jak kukiełka na sznurkach.
Ostatkiem sił zapanowała nad odruchem obracania głowy ,za każdym krokiem ,który oddalał ja od pomnika.
Pomału niknęła w szarym mroku.Trochę śmieszna ,chwilami żałosna wkraczała
z powrotem w swoje życie.



----------------Pociąg jechał ze stacji A do stacji B.
Jechał z duża prędkością.
Po drodze minął ekspres do kawy.
Ekspres nadgryziony zębem czasu posapywał chmurami pary wodnej.
Pociąg muskając trakcję elektryczną mknął porzucając po drodze wioski i lasy,łaki
i miasteczka,łaciatą krowę ma poboczu drogi i rowerzystę oblewającego sie potem tu i teraz.
Rzężący ekspres do kawy był dla pociągu milisekundą w szaleńczym pędzie do stacji B.
Mimo to eksplodował klatką filmu z dalekiej przeszłości.
Obłoki pary dotarły wspomnieniem do pociągu ,który z wizją posapującej lokomotywy
gnał przed siebie do stacji B.
Wypełniony ludźmi stukotem kół wypełniał ich uszy.
Z diabelskim chichotem pędzony postępem wiódł ludzkość ku przeznaczeniu do stacji B.
-

Z cichym westchnieniem z czeluści brzucha,
ogromnej czerni -ja przy niej krucha,
słaba,znikoma- mozolnie rusza...
Wiekiem ,historią każdego wzrusza.
Oprócz wzruszenia doznaję pokory,
tak stojąc przy niej ,bo rozmiar spory
i masę wielką ona posiada.
I czuję w trzewiach ,że małym biada.
Ona prędkości wciąż nabierając,
ze swych wnętrzności skowyt wydając
mimo ogromu przestrzeń przecina.
Ja tracę oddech i wpół się zginam
gdy pędem mija moja postać małą.
I choc zniknęła porwała mnie całą.




Dzisiaj siedzę na szarej chmurze...
Szyderczo pyta ;jak mi tam na górze?
A ja spoglądam na świat byle jaki.
Patrz!Widzisz? Martwe ptaki.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz