Jestem jak stare kobiety nad rzeką ,które wysiadują.Trawione wiedzą o życiu i doświadczeniem wybierają swoje wersje.Polega to na tym ,że przy zrozumieniu czegoś lub podjęciu decyzji nie kierują sie prawdą absolutną (bo czegoś takiego w wiedzy o życiu nie ma)tylko wybierają wersję najbardziej prawdopodobną lub odpowiednią w danej chwili,która czasem jest jak mgnienie oka.
Zdarza się ,że przesłanki mówią o czymś innym niż jest w rzeczywistości stworzonej przez nas.Lub doświadczenie dochodzi do głosu.
Wtedy stare kobiety wybierają wersje najbardziej odpowiednią dla nich.
Myślą o tym ile dobrego dało im nowo poznane.Myślą o tym ile im za to przyjdzie zapłacić.
=========
Zastygając w bezruchu ,wpatrzyła sie w swoje wnętrze.
Uniosła lekko głowę ,w skupieniu słuchając głosu z głębi trzewi.
Zawsze współgrał z dźwiękiem głuchego pomruku dobiegającego z krtani.
Stała ,cicha i smukła.Wietrzyła niebezpieczeństwo.Dostrzegła je za zieloną ścianą.
Kobieta zastygła w bezruchu.Książka bezwiednie zsunęła się na podłogę.
Nie podniosła jej.Zbyt skupiona na własnym wnętrzu ,wsłuchiwała się w jego przesłanie.Odruchowo uniosła lekko głowę.Siedziała na fotelu cicha i smukła.
Myśl ,która kazała jej wietrzyć niebezpieczeństwo otworzyła wrota wspomnień ,doznań, doświadczeń.Dostrzegła je .Gwałtownie skuliła ramiona.
Tak bała się bólu.
================
Aby nie uronić ani jednego słowa pochyliła się całym ciałem do przodu marszcząc brwi.
Stopniowo czoło jej rozpogadzało się. Słuchała. Odgłos dalekiego grzmotu pomału rozchodził się przechodząc głębokie mruczenie. Niskie tony nie przeszkadzały pojawieniu się pieszczotliwej nuty ,która tańczyła na strunie ciepła .Pomruk porwany drżeniem pomknął na spotkanie głębokiego westchnienia ,pełnego pasji i zaangażowania .Dudniące echem dźwięki jeszcze wirowały w powietrzu ,gdy zaległa cisza .Cisza, by mogła odpowiedzieć.
Uśmiechnęła się i szepnęła……….
================
Obudziła się...najwyższa pora...księżyc świecił zimnym blaskiem.
Drżąc z zimna zapinała drobnymi palcami guziki bólu i upokorzenia.
Głęboko wciągnęła do płuc rozczarowanie.Z głębokim westchnieniem wyrzuciła z
siebie ostatnią falę nadziei. Patrząc na krajobraz za oknem ,obserwowała go jak
stoi na ostrzu noża.Miała wrażenie ,że księżyc zwykle obojętny mignął falą
upiornego uśmiechu za strzępiastej chmury.Pełnym pobłażania.I tchnął
szeptem:-wracaj.
=====================
Uszczknęłam zieleni łąkom
Z soczystego źdźbła trawy
Czerwień wzięłam biedronkom
I użyłam zaprawy
Położyłam na płótnie
Szarym jak burza jesieni
Co sroży się okrutnie
Tęczę tysięcy odcieni
Kropla rosy co drgała
Na srebrnej pajęczynie
Stal szlachetna oddała
Na moment bo zaraz zginie
Pod ciężarem motyla
Co rzuca się w sieci
====================
stała przy oknie starając się rozczesać swoje myśli grzebieniem logiki
zlepione chaosem kołtuny nie poddawały sie zabiegom
bezradnie opuściła ręce
nie miała prawa do życia
nie miała prawa do śmierci
nie zaistniała
===============
Jest
sama ....!
Jest samotna w tym samym od dzieciństwa mieszkaniu.
Samotnie jada posiłki ,mają przed sobą puste krzesło to samo ,na którym siedzi.
Samotnie siada przed telewizorem i włącza pilotem ten sam program od lat.
Sama chodzi na spacery ,tą samą alejką co zwykle,a jej samotności towarzyszy
stukot obcasów .
Rankiem rozmawia z wróblem..wmawiając sobie ,że to ten sam ptak ,który
przyleciał wczoraj i przedwczoraj.
W łazience wisi jeden ręcznik.
W kubku suszy sie jedna szczoteczka do zębów.
Wieczorem gdy kładzie sie do łóżka mówi "dobranoc"patrząc na księżyc.
Jest sama.
Pewnego dnia zobaczyła go.
Szedł kołyszacym się ,charakterystycznym dla marynarzy krokiem.
Ogorzała twarz mężczyzny była zwrócona w zupełnie innym kierunku.
Nie widział jej!!
Ona w ułamku sekundy objęła wzrokiem jego oczy ,włosy,szerokie ramiona.
Obraz ten na zawsze został w jej pamięci.
Mężczyzna przeszedł obok niej obojętnie i zniknął za zakrętem ulicy..na zawsze.
........................................Wczoraj powiesiła w łazience drugi
ręcznik i kupiła granatowa szczoteczkę do zębów.
Codziennie stawia na stole drugi talerz i odsuwa to samo krzesło ,na którym siedzi.
Nie rozmawia już z wróblem.
Wpatrzona w drugi koniec stołu uśmiecha się ......
=======================
Przed chwila nastąpił koniec świata.
Wszystko runęło w gruzach.
Kobieta stanęła przy oknie.
To niemożliwe!Drzewa za płotem stały dalej jak kiedyś szarpane wiatrem.
Sroka wydzierała sie przeraźliwie.
Szosą przejechał z piskiem opon stary Fiat.
To niemożliwe,przecież nastąpił koniec świata.
Przyszedł cicho i niespodziewanie drutem telefonicznym.
Bez naciskania czerwonego guzika ,bez zderzenia meteorytu z ziemią.
Kobieta zorientowała sie ,że w spoconej dłoni nadal trzyma słuchawkę telefonu i
słyszy cichutki ,urywany sygnał:"zajęte".
On juz odłożył słuchawkę.
===============
Biegła ulicą, pełną szarych ,smętnych ludzi podążających za swoimi małymi
sprawami, za swoimi ważnymi dla nich celami .Uśmiechnięta do wewnątrz
siebie, jasnymi oczami wpatrywała się w
obraz odbity na matrycy jej wspomnień.
Biegła ulicą wielkiego miasta na spotkanie rozwiązania słodkiej tajemnicy .
Drżąca ,z wypiekami na twarzy prawie unosiła się nad ziemią wiatrem głaszczącym
ją po włosach i promieniami słońca ,które wzruszone całowało ja po policzkach .
Wielkie pełne ludzi i szarego betonu
mrowisko westchnęło odorem spalin :jesteś moim najpiękniejszym kwiatem, patrząc
jak kobieta podbiega ………
==============
Mgła.
Mgła juz opadła kochany.
Krajobraz taki znany......
Myślałam ,że tu nie byłam ..
Dawno to miejsce zwiedziłam.
ach,te zarysy postaci
ach ,te kontury wydarzeń
mgła juz opadła kochany..
to było w sferze marzeń.
Nic nie ma ,bo nic nie było
to konie wyobrażni
pognały jak szalone
w krainę pięknej baśni.
patrzę na świat przez okno
jak pusto!nie ma tam ciebie.
mgła juz opadła kochany.
mam siebie tylko dla siebie.
czwartek, 19 marca 2009
wrzuta
List?
wszystko w porządku kochany.
tak dobrze sie miewam.
To nie łzy tylko gwiazdy.
to nie szloch ,lecz szum drzewa.
Wszystko dobrze kochany
Słońce ,kwiaty za oknem
tak pięknie dzień zaczęłam
tylko od łez swoich moknę.
Wszystko się tak układa
jak tylko najlepiej może
śmieję się tak perliście
a ty mi pomóż w tym Boże.
Wszystko w porządku kochany
mam taki spokój i ciszę.
Nie wiem tylko dlaczego
Tę cisze jak krzyczy słyszę.
====================
Jestem mgłą.
Zjawiam się latem gdy poranek przywita mnie zimnym uściskiem.
Zjawiam się jesienią ,gdy gdy świt pochyli się nademną ciepłym oddechem.
Zjawiam sie zimą gdy mróz prostując się z trzaskiem odchodzi.
Wiosną?
Wiosną wznoszę się ku niebu.Tańczę białym obłokiem ,by spłynąc łzami ku ziemi.
I zniknąć.
=====================
Monotonnym wyrzutem ramion oddalała sie od brzegu płynąć tam gdzie ziemia styka sie z widnokręgiem.
Pozbawiona wyrzutów sumienia ,wydawałoby sie lekka z trudem pokonywała odległośc.
Wyrzucając z ust słoną wodę czuła jak brak jej oddechu.
Czuła że tonie.
Wzruszając ramionami w geście strzepnięcia niepewności.
Nic nie zawiniła ,ale jak zwykle czuła sie winna.
Chciała coś powiedzieć by wtórować swemu przeświadczeniu,ale niedomówienia odebrały jej mowę.
Czuła ,że tonie .W morzu niepewności.
=====================
Bo mgłą jestem,znikam
gdy żałością ma grdyka
wypełniona po brzegi.
Gdy na polach śniegi
czerpię moc gdy topnieją
i z ich wody szarzeją
krajobrazy otulone woalem.
Gdy nie zazna się wcale
tego ciepła drobinę
jak to mgła ,zginę.
Tak po pierwsze , a wtóre
nie uniosę się w górę
szorstkim szronem i lodem.
Aby dać mgle swobodę
ciepłem trzeba raczyć,
tak łatwo ją wtedy zobaczyć.
==========================
Miś chce zmienić swe nawyki
i zobaczyć Kraków nocą
jaki piękny i prastary
więc się z Tropką rozochocą.
Powędrują uliczkami,
aby iśc dorożki tropem,
tej zaczarowanej ,co
Gałczyński ja rozsławił, potem
siądą na ławeczce w Rynku
by z Skrzyneckim porozmawiać.
Będzie o tym jaki w maju
Kraków piękny wciąż rozprawiać.
By pogwarka była wartka
starzy się znajomi zlecą
siądą z nami,sącząc miodek
wspominając ot ,co nieco.
====================
Znowu do mnie przyszła-
-robi to codziennie.
Czy chcę czy też nie chcę
robi to niezmiennie.
Cicho ,bezszelestnie
czarnym swym okryciem
sen mi znów narzuca
skracając me życie.
Czasem gwiazdą mami
lub księżyca blaskiem
by mi potem powieki
zamknąć łzawym trzaskiem.
Zsyła na mnie Hypnosa
nie pytając o zdanie.
Snami i koszmarami
w żywe oczy kłamie.
Ostatniej zwrotki nie ma
To bajka o innej treści,
że było dwóch braci.
Tutaj się nie zmieści.Dobranoc.
=================
Wstałam o czwartej rano.Wieczorem przygotowałam cały ekwipunek.
Plecak,kurtka na pluchę i parzące słońce z goreteksu,buty Scarpa.
do plecaka wrzuciłam wszystko co mogłoby mi się przydać.
Latarkę ,scyzoryk ,zapałki,stertę kanapek i termos z aromatyczna kawą.
Tak przygotowana na wszystkie ewentualności i gotowa na wszystko udałam się na POSZUKIWANIA.
Nie odbiegałam od normy.Jak wszyscy tutaj udałam sie na poszukiwanie miłości.
Trudy podróżny i bezowocne poszukiwania odbiły się piętnem na moim czole.które i tak dawno temu-nie pamietam kiedy-wkroczyło wraz ze mną w wiek balzakowski,
Dotarłszy do rozdroży z westchnieniem ulgi i plaskiem posadziłam się na przydrożnym kamieniu.
Moje nogi ,moje biedne krzyże.Ta wędrówka jest bez sensu.
Zrezygnowana podniosłam głowę ,by zastanowić się nad wyborem drogi.
Osłupiałam .Niedaleko ,obok moich stóp leżało czyjeś serce,którego widok dodał mi sił i nadzieji.
Podeszłam ostrożnie ,uważnie je obserwując.Pulsowało swoim rytmem.
Dotknęłam go ostrożnie patykiem.Zaczęło szybciej pracować.Obróciłam serce na drugą stronę.
Było pokryte bliznami ,niektóre były jeszcze świeże.Ta z lewego boku była najświeższa ,bo lekko krwawiła.
Tyle się naszukałam i co znalazłam?Jakiś zużyty egzemplarz.Pełen doświadczeń i bólu.
W sumie lepszy rydz niż nic -pomyślałam.Tylko,że same kłopoty z nim będą.
Zastanowiłam się .Popatrzyłam w cisze i spokój moich dni i nagle odwróciłam się na pięcie zostawiając serce na drodze.
=================
Dziura była duża.Miała poszarpane brzegi i podłużny kształt.
Kobieta westchnęła.Wzięła w smukłe palce igłę by nawlec nić.Łatę przygotowała
już dawno temu.
starała się dopasować łatę do dziury.Niecierpliwie naciągała łatę ze wszystkich stron.
Ta nie poddawała się.
Kobieta rozejrzała się.Nie miała innej łaty.Ta musiała wystarczyć.
Z trudem ,z niesmakiem zaczęła szyć.
Po jakimś czasie uniosła głowę i wyprostowawszy ręce przyjrzała sie swojemu dziełu.
No tak-pokiwała głową.więcej nie dało się zrobić.To musi wystarczyć.
Pracy nie ułatwiała sącząca się krew ,oraz oszalały trzepot pełen strachu przed samotnością.
zrezygnowana odłożyła serce na miejsce.
=================
wszystko w porządku kochany.
tak dobrze sie miewam.
To nie łzy tylko gwiazdy.
to nie szloch ,lecz szum drzewa.
Wszystko dobrze kochany
Słońce ,kwiaty za oknem
tak pięknie dzień zaczęłam
tylko od łez swoich moknę.
Wszystko się tak układa
jak tylko najlepiej może
śmieję się tak perliście
a ty mi pomóż w tym Boże.
Wszystko w porządku kochany
mam taki spokój i ciszę.
Nie wiem tylko dlaczego
Tę cisze jak krzyczy słyszę.
====================
Jestem mgłą.
Zjawiam się latem gdy poranek przywita mnie zimnym uściskiem.
Zjawiam się jesienią ,gdy gdy świt pochyli się nademną ciepłym oddechem.
Zjawiam sie zimą gdy mróz prostując się z trzaskiem odchodzi.
Wiosną?
Wiosną wznoszę się ku niebu.Tańczę białym obłokiem ,by spłynąc łzami ku ziemi.
I zniknąć.
=====================
Monotonnym wyrzutem ramion oddalała sie od brzegu płynąć tam gdzie ziemia styka sie z widnokręgiem.
Pozbawiona wyrzutów sumienia ,wydawałoby sie lekka z trudem pokonywała odległośc.
Wyrzucając z ust słoną wodę czuła jak brak jej oddechu.
Czuła że tonie.
Wzruszając ramionami w geście strzepnięcia niepewności.
Nic nie zawiniła ,ale jak zwykle czuła sie winna.
Chciała coś powiedzieć by wtórować swemu przeświadczeniu,ale niedomówienia odebrały jej mowę.
Czuła ,że tonie .W morzu niepewności.
=====================
Bo mgłą jestem,znikam
gdy żałością ma grdyka
wypełniona po brzegi.
Gdy na polach śniegi
czerpię moc gdy topnieją
i z ich wody szarzeją
krajobrazy otulone woalem.
Gdy nie zazna się wcale
tego ciepła drobinę
jak to mgła ,zginę.
Tak po pierwsze , a wtóre
nie uniosę się w górę
szorstkim szronem i lodem.
Aby dać mgle swobodę
ciepłem trzeba raczyć,
tak łatwo ją wtedy zobaczyć.
==========================
Miś chce zmienić swe nawyki
i zobaczyć Kraków nocą
jaki piękny i prastary
więc się z Tropką rozochocą.
Powędrują uliczkami,
aby iśc dorożki tropem,
tej zaczarowanej ,co
Gałczyński ja rozsławił, potem
siądą na ławeczce w Rynku
by z Skrzyneckim porozmawiać.
Będzie o tym jaki w maju
Kraków piękny wciąż rozprawiać.
By pogwarka była wartka
starzy się znajomi zlecą
siądą z nami,sącząc miodek
wspominając ot ,co nieco.
====================
Znowu do mnie przyszła-
-robi to codziennie.
Czy chcę czy też nie chcę
robi to niezmiennie.
Cicho ,bezszelestnie
czarnym swym okryciem
sen mi znów narzuca
skracając me życie.
Czasem gwiazdą mami
lub księżyca blaskiem
by mi potem powieki
zamknąć łzawym trzaskiem.
Zsyła na mnie Hypnosa
nie pytając o zdanie.
Snami i koszmarami
w żywe oczy kłamie.
Ostatniej zwrotki nie ma
To bajka o innej treści,
że było dwóch braci.
Tutaj się nie zmieści.Dobranoc.
=================
Wstałam o czwartej rano.Wieczorem przygotowałam cały ekwipunek.
Plecak,kurtka na pluchę i parzące słońce z goreteksu,buty Scarpa.
do plecaka wrzuciłam wszystko co mogłoby mi się przydać.
Latarkę ,scyzoryk ,zapałki,stertę kanapek i termos z aromatyczna kawą.
Tak przygotowana na wszystkie ewentualności i gotowa na wszystko udałam się na POSZUKIWANIA.
Nie odbiegałam od normy.Jak wszyscy tutaj udałam sie na poszukiwanie miłości.
Trudy podróżny i bezowocne poszukiwania odbiły się piętnem na moim czole.które i tak dawno temu-nie pamietam kiedy-wkroczyło wraz ze mną w wiek balzakowski,
Dotarłszy do rozdroży z westchnieniem ulgi i plaskiem posadziłam się na przydrożnym kamieniu.
Moje nogi ,moje biedne krzyże.Ta wędrówka jest bez sensu.
Zrezygnowana podniosłam głowę ,by zastanowić się nad wyborem drogi.
Osłupiałam .Niedaleko ,obok moich stóp leżało czyjeś serce,którego widok dodał mi sił i nadzieji.
Podeszłam ostrożnie ,uważnie je obserwując.Pulsowało swoim rytmem.
Dotknęłam go ostrożnie patykiem.Zaczęło szybciej pracować.Obróciłam serce na drugą stronę.
Było pokryte bliznami ,niektóre były jeszcze świeże.Ta z lewego boku była najświeższa ,bo lekko krwawiła.
Tyle się naszukałam i co znalazłam?Jakiś zużyty egzemplarz.Pełen doświadczeń i bólu.
W sumie lepszy rydz niż nic -pomyślałam.Tylko,że same kłopoty z nim będą.
Zastanowiłam się .Popatrzyłam w cisze i spokój moich dni i nagle odwróciłam się na pięcie zostawiając serce na drodze.
=================
Dziura była duża.Miała poszarpane brzegi i podłużny kształt.
Kobieta westchnęła.Wzięła w smukłe palce igłę by nawlec nić.Łatę przygotowała
już dawno temu.
starała się dopasować łatę do dziury.Niecierpliwie naciągała łatę ze wszystkich stron.
Ta nie poddawała się.
Kobieta rozejrzała się.Nie miała innej łaty.Ta musiała wystarczyć.
Z trudem ,z niesmakiem zaczęła szyć.
Po jakimś czasie uniosła głowę i wyprostowawszy ręce przyjrzała sie swojemu dziełu.
No tak-pokiwała głową.więcej nie dało się zrobić.To musi wystarczyć.
Pracy nie ułatwiała sącząca się krew ,oraz oszalały trzepot pełen strachu przed samotnością.
zrezygnowana odłożyła serce na miejsce.
=================
wrzut
W moim malutkim mieście
są tylko dwie ulice
jedna to Przyszłość druga
Przeszłość , a miasto nazywa się Życie.
Ulica Przyszłość coraz to nowe
domy i parki z nadzieja wita.
Ulica Przeszłość przez czas
omszona pomalutku przekwita.
Kiedy nie mogę zasnąć
czasem do późnej nocy
muszę ulicą Przeszłość
z trwogą w mym sercu kroczyć.
Pokryte rdza bramy
kryją szare podwórza.
Tam smutek i cierpienie
pomału się wynurza.
Rozczarowanie wzięło
niedosyt pod rękę
i schowały się cicho
jakąś ciemną wnękę.
Przyśpieszam więc kroku
gdzie snują się cienie,
bo dziś chce odwiedzić
tylko doświadczenie.
Może po tej wizycie
zmienię coś w Przyszłości,
by móc potem w Przeszłości
coraz chętniej gościć.
-================================
Kupiłam żwirek sylikonowy,
to jest na rynku produkt nowy.
I do kuwety go wsypałam
Majkę radośnie zawołałam.
Mija dzionek ,dwa i trzy.
Kot nie puchnie!Pęcherz mały?
Przeca pusta jest kuweta.
Gdzie szczy kotek mój zuchwały??????????
Oj dana ,dana
W celach wychowawczych
po siknięciu w kuwetę,
gdy ja ją czyściłam
kot odstawiał toaletę.
potem zgodnym truchtem
W kuchniśmy znikały,
bo tam z mej lodówki
wyjmowałam specjały
by w nagrodę za celne
i właściwe sikanie
kot zrozumiał
za co serwuje to danie.
Mija dzionek ,dwa trzy.
Kot nie puchnie !pęcherz mały?
Nie ma moczu w Twej kuwecie?
Figa będzie nie specjały!!!!!!!!
Oj dana ,dana
KOt nie wchodzi do kuwety!!
Na dodatek bym pojęła
siknął wściekle żółtym moczem
obok.Wielka zaś fala objęła
parkiet nie lakierowany,
pantofle ,parę butów i
Dywanik kolorowy!!!
Kot nie czynił żadnych skrótów.
Mija dzionek ,dwa,trzy.
Kot nie sika ,ale szczy!!!
Cóż,przegrana,a ja biorę
żwirek "Benek"w sama porę.
By ratować dom od powodzi.
Czy przegrać z kotem to nie uchodzi
======================
Jedna łania ,drugiej łani
powiedziała coś o łani.
Sowa cicho zahuczała,
wszystko o tym powiedziała
sarnie ,ta choć bardzo płocha,
cisze spokój bardzo kocha
popędziła do borsuka
by ten zaraz to wysłuchał.
Borsuk fuknął ,pomknął milczkiem
aby mówić o tym z wilczkiem.
Ten zaś gówniarz i niecnota
skoczył szybko tam gdzie błota
pod dostatkiem i dzikowi
rzekł tą prawdę.Wspólnikowi
dzik wyśpiewał zaraz szybko,
a ta świnia pomkła chybko :
do niedźwiedzia zagadała
i już znana" prawda "cała.
Niedźwiedź wzruszył ramionami,
bo zajęty był tropami,
które Tropka zostawiła.
poszedł tam gdzie ona była.
==================
Mięśnie powrozem skurczu
już prawie nie oddycham
powieka szeroko otwarta
nie drgnie ,choć serce wzdycha
palce szponom podobne
by uciec nagłemu drżeniu
budują gmach przeogromny
na serca mego wzniesieniu
budują z wielkim rozmachem
przepychem i w upojeniu
gmach rośnie jest coraz wyższy
ku mojemu zdziwieniu
jednym szelestem spłynął
na ciemny blat stołu
król pik zniknął , gmach
zniknął mimo mojego mozołu
============================
Jest koń co nie na biegunach
lecz tam gdzie biegnie światła łuna
buja się wdzięcznie na obłokach,
Z obłoku na obłok pomaga mu w skokach
skrzydeł para .Piękny ogon i grzywa.
Ten koń sie PEGAZ nazywa.
-----------------------
Stuka konik kopytkami
trzęsie grzywą i ogonkiem.
A na szyi ma dzwoneczek.
Dzwoni dźwięcznie małym dzwonkiem.
Stuk , stuk ,stuk ,
dzyń ,dzyń dzyń.
A na wozie ,który konik
ciągnie chwacko i wesoło,
siedzi chłop co pali fajkę
i rozgląda sie wokoło.
pyk , pyk ,pyk
zer,zerk zerk
Obaj głodni i zmęczeni
myślą tylko o swych domach.
Koń o stajni ,chłop o chałupie.
Tam jedzonka jest od groma.
chrup ,chrup , chrup
mlask ,mlask ,mlask.
są tylko dwie ulice
jedna to Przyszłość druga
Przeszłość , a miasto nazywa się Życie.
Ulica Przyszłość coraz to nowe
domy i parki z nadzieja wita.
Ulica Przeszłość przez czas
omszona pomalutku przekwita.
Kiedy nie mogę zasnąć
czasem do późnej nocy
muszę ulicą Przeszłość
z trwogą w mym sercu kroczyć.
Pokryte rdza bramy
kryją szare podwórza.
Tam smutek i cierpienie
pomału się wynurza.
Rozczarowanie wzięło
niedosyt pod rękę
i schowały się cicho
jakąś ciemną wnękę.
Przyśpieszam więc kroku
gdzie snują się cienie,
bo dziś chce odwiedzić
tylko doświadczenie.
Może po tej wizycie
zmienię coś w Przyszłości,
by móc potem w Przeszłości
coraz chętniej gościć.
-================================
Kupiłam żwirek sylikonowy,
to jest na rynku produkt nowy.
I do kuwety go wsypałam
Majkę radośnie zawołałam.
Mija dzionek ,dwa i trzy.
Kot nie puchnie!Pęcherz mały?
Przeca pusta jest kuweta.
Gdzie szczy kotek mój zuchwały??????????
Oj dana ,dana
W celach wychowawczych
po siknięciu w kuwetę,
gdy ja ją czyściłam
kot odstawiał toaletę.
potem zgodnym truchtem
W kuchniśmy znikały,
bo tam z mej lodówki
wyjmowałam specjały
by w nagrodę za celne
i właściwe sikanie
kot zrozumiał
za co serwuje to danie.
Mija dzionek ,dwa trzy.
Kot nie puchnie !pęcherz mały?
Nie ma moczu w Twej kuwecie?
Figa będzie nie specjały!!!!!!!!
Oj dana ,dana
KOt nie wchodzi do kuwety!!
Na dodatek bym pojęła
siknął wściekle żółtym moczem
obok.Wielka zaś fala objęła
parkiet nie lakierowany,
pantofle ,parę butów i
Dywanik kolorowy!!!
Kot nie czynił żadnych skrótów.
Mija dzionek ,dwa,trzy.
Kot nie sika ,ale szczy!!!
Cóż,przegrana,a ja biorę
żwirek "Benek"w sama porę.
By ratować dom od powodzi.
Czy przegrać z kotem to nie uchodzi
======================
Jedna łania ,drugiej łani
powiedziała coś o łani.
Sowa cicho zahuczała,
wszystko o tym powiedziała
sarnie ,ta choć bardzo płocha,
cisze spokój bardzo kocha
popędziła do borsuka
by ten zaraz to wysłuchał.
Borsuk fuknął ,pomknął milczkiem
aby mówić o tym z wilczkiem.
Ten zaś gówniarz i niecnota
skoczył szybko tam gdzie błota
pod dostatkiem i dzikowi
rzekł tą prawdę.Wspólnikowi
dzik wyśpiewał zaraz szybko,
a ta świnia pomkła chybko :
do niedźwiedzia zagadała
i już znana" prawda "cała.
Niedźwiedź wzruszył ramionami,
bo zajęty był tropami,
które Tropka zostawiła.
poszedł tam gdzie ona była.
==================
Mięśnie powrozem skurczu
już prawie nie oddycham
powieka szeroko otwarta
nie drgnie ,choć serce wzdycha
palce szponom podobne
by uciec nagłemu drżeniu
budują gmach przeogromny
na serca mego wzniesieniu
budują z wielkim rozmachem
przepychem i w upojeniu
gmach rośnie jest coraz wyższy
ku mojemu zdziwieniu
jednym szelestem spłynął
na ciemny blat stołu
król pik zniknął , gmach
zniknął mimo mojego mozołu
============================
Jest koń co nie na biegunach
lecz tam gdzie biegnie światła łuna
buja się wdzięcznie na obłokach,
Z obłoku na obłok pomaga mu w skokach
skrzydeł para .Piękny ogon i grzywa.
Ten koń sie PEGAZ nazywa.
-----------------------
Stuka konik kopytkami
trzęsie grzywą i ogonkiem.
A na szyi ma dzwoneczek.
Dzwoni dźwięcznie małym dzwonkiem.
Stuk , stuk ,stuk ,
dzyń ,dzyń dzyń.
A na wozie ,który konik
ciągnie chwacko i wesoło,
siedzi chłop co pali fajkę
i rozgląda sie wokoło.
pyk , pyk ,pyk
zer,zerk zerk
Obaj głodni i zmęczeni
myślą tylko o swych domach.
Koń o stajni ,chłop o chałupie.
Tam jedzonka jest od groma.
chrup ,chrup , chrup
mlask ,mlask ,mlask.
środa, 18 marca 2009
donoszę
Gdy troska nocą dłubie po oczach,
a cały dzionek wypełnia udręka
gdy jestem tutaj ,cosik napisze,
ktoś mi odpisze....serce tak nie pęka.
Czytam watki-i uśmiech szeroki.
Czasem jak chochlik zachichocę
bo juz odpowiedż szybko piszę
i wiem ,że psocę i wiem ,że spococę.
Potem ten uśmiech z sobą zabieram,
gdy noc przychodzi pusta i sina
Przyklejam go do mej poduszki i
wiem ,myśli złe zaraz miną.
=============================
Napracował się okrutnie.
Jak co dzień.
Tyle rad ,tyle wskazówek.
Analiza doświadczeń.
Przypominanie błędów.
Apelował nieustannie do rozsądku i rozwagi.
Tyle pracy.
Tyle zachodu.
Na nic.
Przegrał.
I to z kim.
Ech.
Z sercem.
================
Z pamiętnika stuletniej pensjonarki.
W mojej głowie zrodził sie nowy problem.
Mrówki.
Co by nie było mrówki były ,som i chyba bendom(przeca owady przetrwają każdy kataklizm).
Mrówki są czerwone i szczypią ,wiem ,bo czytałam książkę o Telimenie.
Problem powstał wtedy gdy okazało się,że som też inne mrówki.
No bo ja mogę mieć mrówki ,ty możesz mieć mrówki ,oni mogą mieć mrówki.Wszyscy
mogą mieć mrówki!!!
Te mrówki mogą być różne.Nie chodzi o kolor i wielkość.
Moja przyjaciólka od serca ,jak kucała długo .......no tak,to jak potem wyprostowała się ,to jak mi mówiła miała takie mrówki ,że hej.
Ale ja tych mrówek nie widziałam.
Teodozja ,ta wredna dziewczyna ,kiedyś bardzo sie przestraszyła..a potem mówiła wszystkim ,że jej chodziły mrówki po plecach ze strachu
Jakie mrówki?Teodozja jest nie tylko wredna ,ale i głupia.Nic tam nie było.
Wczoraj wpadła do pokoju Kunegunda ,cała czerwona na twarzy .Zaczęła opowiadać ,że jak chłopak do pomocy w kuchni popatrzył na nią,a podobno patrzył strasznie dziwnie
to miała takie mrówki na karku.nic jej nie mówiłam ,żeby jej nie było przykro ,ale tam nie było mrówek.
Siadłam sobie dzisiaj pod schodami ,by mieć chwilkę ciszy i spokoju i rozgryzam problem.
Jakie mrówki?
==========================
Przyszedł do niej w odwiedziny.
Dzisiaj . Właśnie dzisiaj.Sobota.
Kiedy wolny od kieratu człowiek może wreszcie sie zatrzymać by odnaleźć własne współrzędne.
Oczywiście wkradł się niespostrzeżenie ,jak to on.
Jak zwykle blady ,spocony mamlał coś nie mogąc się do końca określić.
Próbowała go wyprosić...bezskutecznie.
Nie pomagały żadne argumenty.Próbowała zebrać myśli by móc znaleźć broń przeciwko niemu.
Żałosne próby.Jak walczyć z czymś czego do końca nie można nazwać?
Podszedł do fotela by sflaczale się na niego osunąć.
Bezsilna przycupnęła koło niego.Automatycznie przyjęła jego postawę garbiąc ramiona i
skuliła się wewnętrznie.
Siedział koło niej z tą spoconą grzywką ,wyblakłymi oczyma i oślizgłym grymasem
na ustach.
Czuła jak skutecznie ,pomalutku jego obecność wpływa na nią.
Czuła ciężar żołądka.
Czuła ,że nie może przełknąć śliny.
Szum w głowie ,chaos myśli,spocone ręce.
On poruszył się ,chrząknął-zostanę.
Dobrze-szepnęła zrezygnowana.Poddała się ,a On ,jak to lęk obiją ją całkowicie w swoje posiadanie.
===============
"Na początku był chaos"
wszyscy o tym wiedzą
Dobry Bóg posprzątał
i na niebie siedzą
gwiazdy,meteory ,
czasem dziura czarna,
oraz Ziemia ,ta nasza
macierz,kropka marna.
Gdy Bóg skończył pracę
poczuł się znudzony.
Zrobię coś pięknego
i człek ot,stworzony.
Mgnienie oka trwało
jak człek się rozmnożył.
Bóg zaś oczy swe boskie
ze zdziwienia otworzył.
-Był chaos,posprzątałem!
Rozbolała mnie głowa.
Bo odkąd jesteś człowieku
chaos znów zapanował!!!
=================
a cały dzionek wypełnia udręka
gdy jestem tutaj ,cosik napisze,
ktoś mi odpisze....serce tak nie pęka.
Czytam watki-i uśmiech szeroki.
Czasem jak chochlik zachichocę
bo juz odpowiedż szybko piszę
i wiem ,że psocę i wiem ,że spococę.
Potem ten uśmiech z sobą zabieram,
gdy noc przychodzi pusta i sina
Przyklejam go do mej poduszki i
wiem ,myśli złe zaraz miną.
=============================
Napracował się okrutnie.
Jak co dzień.
Tyle rad ,tyle wskazówek.
Analiza doświadczeń.
Przypominanie błędów.
Apelował nieustannie do rozsądku i rozwagi.
Tyle pracy.
Tyle zachodu.
Na nic.
Przegrał.
I to z kim.
Ech.
Z sercem.
================
Z pamiętnika stuletniej pensjonarki.
W mojej głowie zrodził sie nowy problem.
Mrówki.
Co by nie było mrówki były ,som i chyba bendom(przeca owady przetrwają każdy kataklizm).
Mrówki są czerwone i szczypią ,wiem ,bo czytałam książkę o Telimenie.
Problem powstał wtedy gdy okazało się,że som też inne mrówki.
No bo ja mogę mieć mrówki ,ty możesz mieć mrówki ,oni mogą mieć mrówki.Wszyscy
mogą mieć mrówki!!!
Te mrówki mogą być różne.Nie chodzi o kolor i wielkość.
Moja przyjaciólka od serca ,jak kucała długo .......no tak,to jak potem wyprostowała się ,to jak mi mówiła miała takie mrówki ,że hej.
Ale ja tych mrówek nie widziałam.
Teodozja ,ta wredna dziewczyna ,kiedyś bardzo sie przestraszyła..a potem mówiła wszystkim ,że jej chodziły mrówki po plecach ze strachu
Jakie mrówki?Teodozja jest nie tylko wredna ,ale i głupia.Nic tam nie było.
Wczoraj wpadła do pokoju Kunegunda ,cała czerwona na twarzy .Zaczęła opowiadać ,że jak chłopak do pomocy w kuchni popatrzył na nią,a podobno patrzył strasznie dziwnie
to miała takie mrówki na karku.nic jej nie mówiłam ,żeby jej nie było przykro ,ale tam nie było mrówek.
Siadłam sobie dzisiaj pod schodami ,by mieć chwilkę ciszy i spokoju i rozgryzam problem.
Jakie mrówki?
==========================
Przyszedł do niej w odwiedziny.
Dzisiaj . Właśnie dzisiaj.Sobota.
Kiedy wolny od kieratu człowiek może wreszcie sie zatrzymać by odnaleźć własne współrzędne.
Oczywiście wkradł się niespostrzeżenie ,jak to on.
Jak zwykle blady ,spocony mamlał coś nie mogąc się do końca określić.
Próbowała go wyprosić...bezskutecznie.
Nie pomagały żadne argumenty.Próbowała zebrać myśli by móc znaleźć broń przeciwko niemu.
Żałosne próby.Jak walczyć z czymś czego do końca nie można nazwać?
Podszedł do fotela by sflaczale się na niego osunąć.
Bezsilna przycupnęła koło niego.Automatycznie przyjęła jego postawę garbiąc ramiona i
skuliła się wewnętrznie.
Siedział koło niej z tą spoconą grzywką ,wyblakłymi oczyma i oślizgłym grymasem
na ustach.
Czuła jak skutecznie ,pomalutku jego obecność wpływa na nią.
Czuła ciężar żołądka.
Czuła ,że nie może przełknąć śliny.
Szum w głowie ,chaos myśli,spocone ręce.
On poruszył się ,chrząknął-zostanę.
Dobrze-szepnęła zrezygnowana.Poddała się ,a On ,jak to lęk obiją ją całkowicie w swoje posiadanie.
===============
"Na początku był chaos"
wszyscy o tym wiedzą
Dobry Bóg posprzątał
i na niebie siedzą
gwiazdy,meteory ,
czasem dziura czarna,
oraz Ziemia ,ta nasza
macierz,kropka marna.
Gdy Bóg skończył pracę
poczuł się znudzony.
Zrobię coś pięknego
i człek ot,stworzony.
Mgnienie oka trwało
jak człek się rozmnożył.
Bóg zaś oczy swe boskie
ze zdziwienia otworzył.
-Był chaos,posprzątałem!
Rozbolała mnie głowa.
Bo odkąd jesteś człowieku
chaos znów zapanował!!!
=================
następne
Przyszła ,boso piechotą
ubrana w czerwień i złoto.
Muskając liscie i trawy
wesoło ,ot dla zabawy.
Pogubiła sie w lesie,
bo jak wieczorna wieśc niesie
za sikorka goniła.
Kolory pogubiła.
Smętna szara ,wilgotna
mgła podpełza do okna
deszczem w szyby uderza
juz nie wie dokąd zmierza
+++++++++++++++++++++++++++++
kołysanka
Spij moje serce śpij
o pustej kartce śnij.
Nie ma nikogo i nie ma nic
i jestes tylko jak bierny widz.
znikły zgryzoty i znikły smutki
korzystaj proszę ,sen taki krótki
Śpij moje serce spij
o pustej kartce śnij.
ubrana w czerwień i złoto.
Muskając liscie i trawy
wesoło ,ot dla zabawy.
Pogubiła sie w lesie,
bo jak wieczorna wieśc niesie
za sikorka goniła.
Kolory pogubiła.
Smętna szara ,wilgotna
mgła podpełza do okna
deszczem w szyby uderza
juz nie wie dokąd zmierza
+++++++++++++++++++++++++++++
kołysanka
Spij moje serce śpij
o pustej kartce śnij.
Nie ma nikogo i nie ma nic
i jestes tylko jak bierny widz.
znikły zgryzoty i znikły smutki
korzystaj proszę ,sen taki krótki
Śpij moje serce spij
o pustej kartce śnij.
wtorek, 17 marca 2009
wnoszę i wynoszę
Byłam wczoraj na księżycu.
Mówię prawdę ,nic dla picu.
Księżyc przyjął mnie łaskawie,
Trochę tutaj się zbawię.
Było fajnie ,było miło.
trochę miejsc się tez zwiedziło.
Gdy wróciłam na mą ziemię
to szeptałam : się nie zmienię.
Teraz błąkam się po świecie.
Jaka jestem wiedzieć chcecie?
Gawiedź mówi mi zajadła:
to ta co z księżyca spadła.
-----------------
Mój Miso jest na łowach
zanurzył sie w czerń nocy
zapaliłam mu gwiazdy
by z drogi nie zboczył.
Mój Misio dziś poluje
po szlakach tropi zwierzynę
blask księżyca srebrzysty
tuż nad nim rozwinę.
Moj Misio podąża tropem
wśród dzikich ostępów
gdzie czerń nocy czarniejsza
gdzie człek nie ma dostępu.
Ja poczekam do świtu
by mgłą go utulić.
Potem rosa go obmyć.
Potem?Się przytulić.
----------
Była mrówka ,zwykła ,mała,
lecz niczego sie nie bała.
Była mała-miała serce
czegóż od niej chcieć tu więcej.
Była dzielna ,swój pancerzyk
co dzień czyści oraz mierzy.
Szlaki chwacko przemierzała
cicho ,co dzień,była mała.
Nie skarżyła sie wogóle
w każdym życia swym szczególe
pracy wciąż sie oddawała.
była dzielna oraz mała.
A że serce miała duże
spotkały ją życia burze.
Zobaczyła mrówkę małą ,
tak jak ona dzielną,śmiałą.
Cud dziewica -taka mrówka
piekne ciałko ,piekna główka.
W maju przypadł okres godów
gdy dziewicę z tych powodów
co opiszę łżą zalana
potworowi była dana.
bo co roku chyba w maju
z seledynowych gajów
mrówkojad się wynurzał
i z głodu na mrówki wkurzał
się.
Mrówka mała ubrała pancerzyk
i wnet w podskokach do szturmu bieży
by zdławić potwora głodnego dziewicy.
Lecz mrówka mała musiała przeliczyć
się.
Na drodze do wroga język spotkała
co go ciecz wstrętna oblepiała.
Na nic pancerzyk i wielkie serce.
Językiem pokonana......nie powiem
--------------
Nie obiecuj mi poranka o świcie,
czarnej kawy,zapachu bułeczek.
Czekam.Nie czekam.Czekam.
Sama już sobie przeczę.
Nie obiecuj mi swego dotyku,
warg musmięcia,trzepotu dłoni,
nie obiecuj ciepła oddechu.
Co do wiary mnie dzisiaj skłoni?
Zegar z trudem popycha minuty,
które z mlaskiem małej wskazówki
szepcą ;jestesmy wiecznością.
Jakie znowu usłyszę wymówki?
Nie obiecuj.Nie buduj zamków,
z nietrwałych ,ruchomych piasków.
Ot,los sypnął mi piaskiem w oczy.
Świta.Sama wstanę o brzasku.
----------------
Kopytkami stuk ,stuk
uderzają w bruk ,bruk.
Pędzi konik przez uliczkę
Ciągnie szybko piękną bryczkę.
Mknie na rynek,ten krakowski
piękny ,prężny i beztroski.
Nagle staje ,zadziwiony,
koń tam tańczy i pokłony
bije głową,wśród gawiedzi.
A na koniu Tatar siedzi.
Kto ty jesteś konik pyta?
hym...nie widziałeś Lajkonika??
--------------
Mówię prawdę ,nic dla picu.
Księżyc przyjął mnie łaskawie,
Trochę tutaj się zbawię.
Było fajnie ,było miło.
trochę miejsc się tez zwiedziło.
Gdy wróciłam na mą ziemię
to szeptałam : się nie zmienię.
Teraz błąkam się po świecie.
Jaka jestem wiedzieć chcecie?
Gawiedź mówi mi zajadła:
to ta co z księżyca spadła.
-----------------
Mój Miso jest na łowach
zanurzył sie w czerń nocy
zapaliłam mu gwiazdy
by z drogi nie zboczył.
Mój Misio dziś poluje
po szlakach tropi zwierzynę
blask księżyca srebrzysty
tuż nad nim rozwinę.
Moj Misio podąża tropem
wśród dzikich ostępów
gdzie czerń nocy czarniejsza
gdzie człek nie ma dostępu.
Ja poczekam do świtu
by mgłą go utulić.
Potem rosa go obmyć.
Potem?Się przytulić.
----------
Była mrówka ,zwykła ,mała,
lecz niczego sie nie bała.
Była mała-miała serce
czegóż od niej chcieć tu więcej.
Była dzielna ,swój pancerzyk
co dzień czyści oraz mierzy.
Szlaki chwacko przemierzała
cicho ,co dzień,była mała.
Nie skarżyła sie wogóle
w każdym życia swym szczególe
pracy wciąż sie oddawała.
była dzielna oraz mała.
A że serce miała duże
spotkały ją życia burze.
Zobaczyła mrówkę małą ,
tak jak ona dzielną,śmiałą.
Cud dziewica -taka mrówka
piekne ciałko ,piekna główka.
W maju przypadł okres godów
gdy dziewicę z tych powodów
co opiszę łżą zalana
potworowi była dana.
bo co roku chyba w maju
z seledynowych gajów
mrówkojad się wynurzał
i z głodu na mrówki wkurzał
się.
Mrówka mała ubrała pancerzyk
i wnet w podskokach do szturmu bieży
by zdławić potwora głodnego dziewicy.
Lecz mrówka mała musiała przeliczyć
się.
Na drodze do wroga język spotkała
co go ciecz wstrętna oblepiała.
Na nic pancerzyk i wielkie serce.
Językiem pokonana......nie powiem
--------------
Nie obiecuj mi poranka o świcie,
czarnej kawy,zapachu bułeczek.
Czekam.Nie czekam.Czekam.
Sama już sobie przeczę.
Nie obiecuj mi swego dotyku,
warg musmięcia,trzepotu dłoni,
nie obiecuj ciepła oddechu.
Co do wiary mnie dzisiaj skłoni?
Zegar z trudem popycha minuty,
które z mlaskiem małej wskazówki
szepcą ;jestesmy wiecznością.
Jakie znowu usłyszę wymówki?
Nie obiecuj.Nie buduj zamków,
z nietrwałych ,ruchomych piasków.
Ot,los sypnął mi piaskiem w oczy.
Świta.Sama wstanę o brzasku.
----------------
Kopytkami stuk ,stuk
uderzają w bruk ,bruk.
Pędzi konik przez uliczkę
Ciągnie szybko piękną bryczkę.
Mknie na rynek,ten krakowski
piękny ,prężny i beztroski.
Nagle staje ,zadziwiony,
koń tam tańczy i pokłony
bije głową,wśród gawiedzi.
A na koniu Tatar siedzi.
Kto ty jesteś konik pyta?
hym...nie widziałeś Lajkonika??
--------------
wynoszę,wnoszę
otrzymać prezent
słodka tajemnica
rozerwać papier
zawartość zachwyca
podmuch świeżości
nowe doznania
tyle przede mną
świat cały wchłaniam
unoszę nagle głowę
to tylko odbicie!!
nie chcę tego daru
choć to moje życie
___________--
Delikatnie przygładziła biały obrus.I tak zostało lekkie wybrzuszenie,gdzie wsadziła trochę siana.
Zapaliła świeczki na choince.Z kuchni lekką smugą zapachu aromaty wigilijnych potraw wędrowały powoli do pokoju.
Podeszła do lustra w przedpokoju ,by po raz dziesiąty poprawić włosy i obciągnąć sukienkę.
Czekała.
Gwiazda zwiastująca nadejście dawno weszła na nieboskłon.
Czekała.
Nadzieja zmieniała sie powoli w niedowierzanie.
Świece spłynęły łzawym woskiem.
Dwa talerze krzyczały pustką.
Przytuliła obie dłonie do twarzy..białe ptaki,chcąc zahamowac potok łez.
Usiadła całym bezwładem rozpaczy na krześle.
Jedyne oczy jakie sie w nią wpatrywały ,były oczami martwego karpia po żydowsku.
..............
A gdyby rozległo sie pukanie do drzwi?
----------------------
Trochę śmieszna
Chwilami żałosna, stała pod Pomnikiem Zygmunta.
Ze wszystkich sił starała sie opanować.
Czuła jak drży jej górna warga.
W udanym ,ogromnym skupieniu wpatrywała sie w rzeżbę.
Nie widziała jej.
Przed oczami przewijała sie taśma spotkań,rozmów z nim.
Skuliła ramiona w obronnym geście uderzona jakims wspomnieniem ,kładąc dłonie na piersiach niby piersiach.
Trochę śmieszne rzadkie włosy targał wiatr.Zażenowana próbowała poprawić je prawą ręką.
Szary ,mysi kolor rozjaśnił na sekundę jaskrawy karmin.
Mijały minuty,które czekaniem nabrały mocy wieczności.
Na bladą ,ziemistą cerę pomału napływał rumieniec ,posłaniec wstydu i upokorzenia.
Udało jej się ,nie pozwolić wypłynąć łzom .Spłynęły skurczem do krtani,
by zacząć dusić ją spazmem.
Wiedziała ,że musi odejść.Stała pod pomnikiem ponad godzinę.Nie była w stanie się ruszyć.
Nie była w stanie stać.
Potwornym wysiłkiem woli ,graniczącym z bólem,poruszyła sie lekko ,by pomału oddalić się .
Szła ,trochę śmiesznie, jak kukiełka na sznurkach.
Ostatkiem sił zapanowała nad odruchem obracania głowy ,za każdym krokiem ,który oddalał ja od pomnika.
Pomału niknęła w szarym mroku.Trochę śmieszna ,chwilami żałosna wkraczała
z powrotem w swoje życie.
----------------Pociąg jechał ze stacji A do stacji B.
Jechał z duża prędkością.
Po drodze minął ekspres do kawy.
Ekspres nadgryziony zębem czasu posapywał chmurami pary wodnej.
Pociąg muskając trakcję elektryczną mknął porzucając po drodze wioski i lasy,łaki
i miasteczka,łaciatą krowę ma poboczu drogi i rowerzystę oblewającego sie potem tu i teraz.
Rzężący ekspres do kawy był dla pociągu milisekundą w szaleńczym pędzie do stacji B.
Mimo to eksplodował klatką filmu z dalekiej przeszłości.
Obłoki pary dotarły wspomnieniem do pociągu ,który z wizją posapującej lokomotywy
gnał przed siebie do stacji B.
Wypełniony ludźmi stukotem kół wypełniał ich uszy.
Z diabelskim chichotem pędzony postępem wiódł ludzkość ku przeznaczeniu do stacji B.
-
Z cichym westchnieniem z czeluści brzucha,
ogromnej czerni -ja przy niej krucha,
słaba,znikoma- mozolnie rusza...
Wiekiem ,historią każdego wzrusza.
Oprócz wzruszenia doznaję pokory,
tak stojąc przy niej ,bo rozmiar spory
i masę wielką ona posiada.
I czuję w trzewiach ,że małym biada.
Ona prędkości wciąż nabierając,
ze swych wnętrzności skowyt wydając
mimo ogromu przestrzeń przecina.
Ja tracę oddech i wpół się zginam
gdy pędem mija moja postać małą.
I choc zniknęła porwała mnie całą.
Dzisiaj siedzę na szarej chmurze...
Szyderczo pyta ;jak mi tam na górze?
A ja spoglądam na świat byle jaki.
Patrz!Widzisz? Martwe ptaki.
słodka tajemnica
rozerwać papier
zawartość zachwyca
podmuch świeżości
nowe doznania
tyle przede mną
świat cały wchłaniam
unoszę nagle głowę
to tylko odbicie!!
nie chcę tego daru
choć to moje życie
___________--
Delikatnie przygładziła biały obrus.I tak zostało lekkie wybrzuszenie,gdzie wsadziła trochę siana.
Zapaliła świeczki na choince.Z kuchni lekką smugą zapachu aromaty wigilijnych potraw wędrowały powoli do pokoju.
Podeszła do lustra w przedpokoju ,by po raz dziesiąty poprawić włosy i obciągnąć sukienkę.
Czekała.
Gwiazda zwiastująca nadejście dawno weszła na nieboskłon.
Czekała.
Nadzieja zmieniała sie powoli w niedowierzanie.
Świece spłynęły łzawym woskiem.
Dwa talerze krzyczały pustką.
Przytuliła obie dłonie do twarzy..białe ptaki,chcąc zahamowac potok łez.
Usiadła całym bezwładem rozpaczy na krześle.
Jedyne oczy jakie sie w nią wpatrywały ,były oczami martwego karpia po żydowsku.
..............
A gdyby rozległo sie pukanie do drzwi?
----------------------
Trochę śmieszna
Chwilami żałosna, stała pod Pomnikiem Zygmunta.
Ze wszystkich sił starała sie opanować.
Czuła jak drży jej górna warga.
W udanym ,ogromnym skupieniu wpatrywała sie w rzeżbę.
Nie widziała jej.
Przed oczami przewijała sie taśma spotkań,rozmów z nim.
Skuliła ramiona w obronnym geście uderzona jakims wspomnieniem ,kładąc dłonie na piersiach niby piersiach.
Trochę śmieszne rzadkie włosy targał wiatr.Zażenowana próbowała poprawić je prawą ręką.
Szary ,mysi kolor rozjaśnił na sekundę jaskrawy karmin.
Mijały minuty,które czekaniem nabrały mocy wieczności.
Na bladą ,ziemistą cerę pomału napływał rumieniec ,posłaniec wstydu i upokorzenia.
Udało jej się ,nie pozwolić wypłynąć łzom .Spłynęły skurczem do krtani,
by zacząć dusić ją spazmem.
Wiedziała ,że musi odejść.Stała pod pomnikiem ponad godzinę.Nie była w stanie się ruszyć.
Nie była w stanie stać.
Potwornym wysiłkiem woli ,graniczącym z bólem,poruszyła sie lekko ,by pomału oddalić się .
Szła ,trochę śmiesznie, jak kukiełka na sznurkach.
Ostatkiem sił zapanowała nad odruchem obracania głowy ,za każdym krokiem ,który oddalał ja od pomnika.
Pomału niknęła w szarym mroku.Trochę śmieszna ,chwilami żałosna wkraczała
z powrotem w swoje życie.
----------------Pociąg jechał ze stacji A do stacji B.
Jechał z duża prędkością.
Po drodze minął ekspres do kawy.
Ekspres nadgryziony zębem czasu posapywał chmurami pary wodnej.
Pociąg muskając trakcję elektryczną mknął porzucając po drodze wioski i lasy,łaki
i miasteczka,łaciatą krowę ma poboczu drogi i rowerzystę oblewającego sie potem tu i teraz.
Rzężący ekspres do kawy był dla pociągu milisekundą w szaleńczym pędzie do stacji B.
Mimo to eksplodował klatką filmu z dalekiej przeszłości.
Obłoki pary dotarły wspomnieniem do pociągu ,który z wizją posapującej lokomotywy
gnał przed siebie do stacji B.
Wypełniony ludźmi stukotem kół wypełniał ich uszy.
Z diabelskim chichotem pędzony postępem wiódł ludzkość ku przeznaczeniu do stacji B.
-
Z cichym westchnieniem z czeluści brzucha,
ogromnej czerni -ja przy niej krucha,
słaba,znikoma- mozolnie rusza...
Wiekiem ,historią każdego wzrusza.
Oprócz wzruszenia doznaję pokory,
tak stojąc przy niej ,bo rozmiar spory
i masę wielką ona posiada.
I czuję w trzewiach ,że małym biada.
Ona prędkości wciąż nabierając,
ze swych wnętrzności skowyt wydając
mimo ogromu przestrzeń przecina.
Ja tracę oddech i wpół się zginam
gdy pędem mija moja postać małą.
I choc zniknęła porwała mnie całą.
Dzisiaj siedzę na szarej chmurze...
Szyderczo pyta ;jak mi tam na górze?
A ja spoglądam na świat byle jaki.
Patrz!Widzisz? Martwe ptaki.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
