czwartek, 19 marca 2009

czasu ni ma(:

Jestem jak stare kobiety nad rzeką ,które wysiadują.Trawione wiedzą o życiu i doświadczeniem wybierają swoje wersje.Polega to na tym ,że przy zrozumieniu czegoś lub podjęciu decyzji nie kierują sie prawdą absolutną (bo czegoś takiego w wiedzy o życiu nie ma)tylko wybierają wersję najbardziej prawdopodobną lub odpowiednią w danej chwili,która czasem jest jak mgnienie oka.
Zdarza się ,że przesłanki mówią o czymś innym niż jest w rzeczywistości stworzonej przez nas.Lub doświadczenie dochodzi do głosu.
Wtedy stare kobiety wybierają wersje najbardziej odpowiednią dla nich.
Myślą o tym ile dobrego dało im nowo poznane.Myślą o tym ile im za to przyjdzie zapłacić.

=========

Zastygając w bezruchu ,wpatrzyła sie w swoje wnętrze.
Uniosła lekko głowę ,w skupieniu słuchając głosu z głębi trzewi.
Zawsze współgrał z dźwiękiem głuchego pomruku dobiegającego z krtani.
Stała ,cicha i smukła.Wietrzyła niebezpieczeństwo.Dostrzegła je za zieloną ścianą.


Kobieta zastygła w bezruchu.Książka bezwiednie zsunęła się na podłogę.
Nie podniosła jej.Zbyt skupiona na własnym wnętrzu ,wsłuchiwała się w jego przesłanie.Odruchowo uniosła lekko głowę.Siedziała na fotelu cicha i smukła.
Myśl ,która kazała jej wietrzyć niebezpieczeństwo otworzyła wrota wspomnień ,doznań, doświadczeń.Dostrzegła je .Gwałtownie skuliła ramiona.
Tak bała się bólu.
================
Aby nie uronić ani jednego słowa pochyliła się całym ciałem do przodu marszcząc brwi.
Stopniowo czoło jej rozpogadzało się. Słuchała. Odgłos dalekiego grzmotu pomału rozchodził się przechodząc głębokie mruczenie. Niskie tony nie przeszkadzały pojawieniu się pieszczotliwej nuty ,która tańczyła na strunie ciepła .Pomruk porwany drżeniem pomknął na spotkanie głębokiego westchnienia ,pełnego pasji i zaangażowania .Dudniące echem dźwięki jeszcze wirowały w powietrzu ,gdy zaległa cisza .Cisza, by mogła odpowiedzieć.
Uśmiechnęła się i szepnęła……….

================
Obudziła się...najwyższa pora...księżyc świecił zimnym blaskiem.
Drżąc z zimna zapinała drobnymi palcami guziki bólu i upokorzenia.
Głęboko wciągnęła do płuc rozczarowanie.Z głębokim westchnieniem wyrzuciła z
siebie ostatnią falę nadziei. Patrząc na krajobraz za oknem ,obserwowała go jak
stoi na ostrzu noża.Miała wrażenie ,że księżyc zwykle obojętny mignął falą
upiornego uśmiechu za strzępiastej chmury.Pełnym pobłażania.I tchnął
szeptem:-wracaj.
=====================
Uszczknęłam zieleni łąkom
Z soczystego źdźbła trawy
Czerwień wzięłam biedronkom
I użyłam zaprawy
Położyłam na płótnie
Szarym jak burza jesieni
Co sroży się okrutnie
Tęczę tysięcy odcieni
Kropla rosy co drgała
Na srebrnej pajęczynie
Stal szlachetna oddała
Na moment bo zaraz zginie
Pod ciężarem motyla
Co rzuca się w sieci
====================
stała przy oknie starając się rozczesać swoje myśli grzebieniem logiki
zlepione chaosem kołtuny nie poddawały sie zabiegom
bezradnie opuściła ręce
nie miała prawa do życia
nie miała prawa do śmierci
nie zaistniała
===============

Jest
sama ....!
Jest samotna w tym samym od dzieciństwa mieszkaniu.
Samotnie jada posiłki ,mają przed sobą puste krzesło to samo ,na którym siedzi.
Samotnie siada przed telewizorem i włącza pilotem ten sam program od lat.
Sama chodzi na spacery ,tą samą alejką co zwykle,a jej samotności towarzyszy
stukot obcasów .
Rankiem rozmawia z wróblem..wmawiając sobie ,że to ten sam ptak ,który
przyleciał wczoraj i przedwczoraj.
W łazience wisi jeden ręcznik.
W kubku suszy sie jedna szczoteczka do zębów.
Wieczorem gdy kładzie sie do łóżka mówi "dobranoc"patrząc na księżyc.
Jest sama.

Pewnego dnia zobaczyła go.
Szedł kołyszacym się ,charakterystycznym dla marynarzy krokiem.
Ogorzała twarz mężczyzny była zwrócona w zupełnie innym kierunku.
Nie widział jej!!
Ona w ułamku sekundy objęła wzrokiem jego oczy ,włosy,szerokie ramiona.
Obraz ten na zawsze został w jej pamięci.
Mężczyzna przeszedł obok niej obojętnie i zniknął za zakrętem ulicy..na zawsze.
........................................Wczoraj powiesiła w łazience drugi
ręcznik i kupiła granatowa szczoteczkę do zębów.
Codziennie stawia na stole drugi talerz i odsuwa to samo krzesło ,na którym siedzi.
Nie rozmawia już z wróblem.
Wpatrzona w drugi koniec stołu uśmiecha się ......
=======================

Przed chwila nastąpił koniec świata.
Wszystko runęło w gruzach.
Kobieta stanęła przy oknie.
To niemożliwe!Drzewa za płotem stały dalej jak kiedyś szarpane wiatrem.
Sroka wydzierała sie przeraźliwie.
Szosą przejechał z piskiem opon stary Fiat.
To niemożliwe,przecież nastąpił koniec świata.
Przyszedł cicho i niespodziewanie drutem telefonicznym.
Bez naciskania czerwonego guzika ,bez zderzenia meteorytu z ziemią.
Kobieta zorientowała sie ,że w spoconej dłoni nadal trzyma słuchawkę telefonu i
słyszy cichutki ,urywany sygnał:"zajęte".
On juz odłożył słuchawkę.
===============

Biegła ulicą, pełną szarych ,smętnych ludzi podążających za swoimi małymi
sprawami, za swoimi ważnymi dla nich celami .Uśmiechnięta do wewnątrz
siebie, jasnymi oczami wpatrywała się w
obraz odbity na matrycy jej wspomnień.

Biegła ulicą wielkiego miasta na spotkanie rozwiązania słodkiej tajemnicy .
Drżąca ,z wypiekami na twarzy prawie unosiła się nad ziemią wiatrem głaszczącym
ją po włosach i promieniami słońca ,które wzruszone całowało ja po policzkach .

Wielkie pełne ludzi i szarego betonu
mrowisko westchnęło odorem spalin :jesteś moim najpiękniejszym kwiatem, patrząc
jak kobieta podbiega ………
==============
Mgła.

Mgła juz opadła kochany.
Krajobraz taki znany......
Myślałam ,że tu nie byłam ..
Dawno to miejsce zwiedziłam.


ach,te zarysy postaci
ach ,te kontury wydarzeń
mgła juz opadła kochany..
to było w sferze marzeń.
Nic nie ma ,bo nic nie było
to konie wyobrażni
pognały jak szalone
w krainę pięknej baśni.
patrzę na świat przez okno
jak pusto!nie ma tam ciebie.
mgła juz opadła kochany.
mam siebie tylko dla siebie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz